08 stycznia 2018

Gabriela.

   Jestem mamą. Z całym wachlarzem przyjemności i obowiązków związanych z tym przywilejem. Nocne, czasami cogodzinne wstawanie. Głośny płacz, którego nie da sie uspokoić. Poranione piersi i karmienie na żądanie. Szybki prysznic i suszenie włosów po kilku godzinach od umycia głowy. Brak czasu i poczucie niemocy, szczególnie podczas nocnego czuwania. Przymus opuszczenia ciepłego łóżka, gdy trzeba ją przewinąć. Bolący kręgosłup podczas noszenie tej niewielkiej istoty i maratony pokonane podczas krążenia po pokoju. Ale siłą mojego macierzyństwa jest jej uśmiech. Spektakl mimiczny oprawiony całą gamą najpiękniejszych dźwięków, gdy się wybudza ze snu, nawet dwuminutowego. Maleńkie dłonie zaciśnięte na moim palcu. Niebieskie tęczówki i oczy ufnie spoglądające w moją stronę. Miękka skóra, której nie można się oprzeć. Jej spokój i wyciszenie, gdy tylko poczuje ciepło skóry i zapach. Poczucie, że jesteśmy całym jej światem. Ciepłe ciało wtulone w moje i korzystające ze słodyczy snu.
   Rozkochała mnie w sobie skutecznie. Uwielbiam w niej wszystko. Kocham ponad życie. Od pierwszego wejrzenia. Od 14 grudnia, kiedy pojawiła się na świecie.
  To trudna przygoda, udowadnia mi to od samego początku. Związana z ogromnym strachem, niemocą, czasami poczuciem bycia nie na miejscu i ochotą cofnięcia czasu do tego spokojnego. Po takich myślach staje się jednak coś, co udowadnia, że nie oddałabym ani sekundy z życia, które się zaczęło dzięki niej. Jest najpiękniejsza, najcudowniejsza, najukochańsza. Jest naszą córką - miłością stworzoną z miłości.

   Gabriela - nasz mały cud.