Posty

Mama.

Jestem spełnieniem, oddechem i szeptem, że wszystko będzie dobrze. Bezpieczną przystanią, tak sądzę. Kocham cię i jestem to dwa najczęściej wypowiadane na głos słowa. Ramieniem otulam mocno, by nie zapadła się w przepaść nowego. Przyjmuję tę ciężką rolę na barki: przewodnika, drogowskazu, kierownika. Przyjmuję rolę zakazu, gdy trzeba. Zgody, gdy może. Gdy się boi, otulam w płaszcz z miękkich ramion, szeptu, ciepłego oddechu. Gdy jest szczęśliwa, uśmiecham się jeszcze mocniej, patrzę i podziwiam, gdy tworzy. Gdy jest zła, towarzyszę ze spokojem tak dużym, na jaki umiem sobie pozwolić. Pomagam jej poznać emocje, zwierzęta, pojazdy. Kolejne dni i budynki, towary w sklepie. Słowa dzień dobry i do widzenia. Kiedy iść, a kiedy stać. Uczę cierpliwości i stania w kolejce. Czytam stokroć to samo, z zamkniętymi oczami. Słucham i odpowiadam choć czasem brakuje już weny. Opowiadam o świecie, o tym, co wiem. I coraz częściej szukam porady w książce. I zastanawiam się czasem, czy jestem dobrą ma...

Oddycham.

Oddychaj.    Potok słów jest w mojej głowie, rodzi się z poczuciem samotności. Adrian śpi- przeziębiony. Zasnął bez kocham Cię i dobranoc. Ja pewnie będę się przekręcała z boku na bok, bo bez to jednak nie umiem. My zdrowe. Matki w końcu nie chorują, prawda? Nawet jak chorują, to i tak są zdrowe. Muszą, bo kto zbawi za nie cały świat?    Gabrysia postawiła dziś swój pierwszy, samodzielny krok. Mnie wzruszył do łez jak moment, kiedy pojawiła się na świecie. Niewinna, nieznana, najpiękniejsza. Ten krok uświadomił mi jak mało mamy czasu. Jak bardzo jest na chwilę - ta (nie)moja córka. Niby moja, ale z poczuciem, że należy tylko do siebie. Że tak powinno być, nie inaczej. Poświęcam jej siebie. Daje swój czas, swoje myśli, swoje zmęczenie. Mleko na zawołanie, niezliczona ilość całusów, dumę i radość z najmniejszych osiągnięć. I dzielę ja sobie po kawałeczku, kocham tak mocno, że mocniej już chyba nie umiem. I przychodzi nowy dzień i okazuje się, że serce ma jesz...

Tuli, luli, puli.

   Przepadłam. Zachłysnęłam się nową rolą. Bycie mamą mnie uskrzydla. Kocham, całuję, ściskam. Cały dzień. Od rana do wieczora. Kiedy śpi, kiedy je, uśmiecha się i płacze. Skóra do skóry. Zachwycam się. Promienieje. I zapadam coraz głębiej. Czasem pozwalam sobie na małe tęsknoty wychodząc z domu - na zakupy, na wesele, do teatru.    Bywa, że mam dosyć. Jestem znudzona, zmęczona i niewyspana. I nie chce mi się już mówić. W ogóle. A tu trzeba - a-gu, a-uu, mama, baba, tata, eeee, beee, meee. No powiedz. A potem się uśmiecha. Czasem śmieje w głos (rozśmiesza ją Adrian). I znów zapadam się cała w miłość, macierzyństwo i spełnienie. A potem płacze, a ja nie wiem o co chodzi. I martwię się, i myślę. I czekam na ukojenie. Tulę w ramionach, szepczę do ucha, kołyszę i nucę. I nic! Serce pęka, czasem ogarnia mnie frustracja. Potrzebuję pomocy, a mąż w pracy. Czuję samotność. Ileż można rozmawiać o ptaszkach, zabawkach, kontrastach? Potrzebuję dorosłego mężczyzny. Bycia prz...