Posty

Gabriela.

Obraz
   Jestem mamą. Z całym wachlarzem przyjemności i obowiązków związanych z tym przywilejem. Nocne, czasami cogodzinne wstawanie. Głośny płacz, którego nie da sie uspokoić. Poranione piersi i karmienie na żądanie. Szybki prysznic i suszenie włosów po kilku godzinach od umycia głowy. Brak czasu i poczucie niemocy, szczególnie podczas nocnego czuwania. Przymus opuszczenia ciepłego łóżka, gdy trzeba ją przewinąć. Bolący kręgosłup podczas noszenie tej niewielkiej istoty i maratony pokonane podczas krążenia po pokoju. Ale siłą mojego macierzyństwa jest jej uśmiech. Spektakl mimiczny oprawiony całą gamą najpiękniejszych dźwięków, gdy się wybudza ze snu, nawet dwuminutowego. Maleńkie dłonie zaciśnięte na moim palcu. Niebieskie tęczówki i oczy ufnie spoglądające w moją stronę. Miękka skóra, której nie można się oprzeć. Jej spokój i wyciszenie, gdy tylko poczuje ciepło skóry i zapach. Poczucie, że jesteśmy całym jej światem. Ciepłe ciało wtulone w moje i korzystające ze słodyczy snu. ...

Wyczekiwanie.

   Stało się. Moja sąsiadka z góry urodziła dziecko. Piętro wyżej także pojawiły się bliźniaki. Pod nami nie mieszka nikt, a na parterze kolejna para rozradowanych urwisów. Jestem jedyną ciężarną w naszym pionie. Czas i na mnie, czyż nie?    Niby to jeszcze miesiąc, ale już czekam. Czekam i wyczekuję. Poprasowałam, poprałam, poukładałam wszystkie rzeczy. Zapakowałam torbę i wytłumaczyłam Adrianowi co, gdzie i do czego. Minę miał przejętą, ale zapamiętał. Dobrze, że mogę liczyć na jego pamięć, bo moja w ciąży jest strasznie ulotna.    Czy boję się porodu? Jak niczego na świecie. Boję się, bo to coś, czego nie znam. Czasem budzę się w nocy, kiedy wejdzie stopą, głową albo ręką pod moje żebra i czuję ból. I wtedy myślę: mój Boże, czy to już?! Przecież nie mam jeszcze zapakowanej torby do końca, nie przywieźliśmy łóżeczka!    Boję się i wyczekuję. Bo już ją chcę! Płaczącą, milczącą, krzyczącą, zmęczoną – nieważne. Wiem, że będzie idealna, bo, jak już pisałam milion razy, jest owocem naszej...

A jeśli?

   Ostatnio nie mogę w nocy spać. Czasami. Budzę się i koniec. Dużo myśli wtedy pojawia się w głowie. I strach. Przerażający strach. Czasem mam ochotę obudzić Adriana i opowiedzieć mu o wszystkim, ale wierzę, że większym przyjacielem okazujemy się wtedy, kiedy czekamy do rana niż wytrącamy ze snu drugą osobę.    Obudziłam się po szóstej i dopadła mnie przerażająca myśl - ona się nie rusza, na pewno coś się stało! Przecież o tej godzinie mam prawdziwe tornado pod skórą. Policzyłam do dziesięciu, spróbowałam się wyciszyć i przekonałam samą siebie, że na pewno jeszcze śpi. A potem przytuliłam się do Adriana i pomyślałam:  im bliżej rozwiązania, tym mniej czuję się gotowa.     Dokładnie tak. Zmieniam dla niej mój świat, uczę się szycia, szykuję kontrastową karuzelę nad łóżeczko, przeszukuję poradniki, odświeżam wiedzę ze studiów na temat rozwoju dziecka, kompletuję wyprawkę, zabieram się za pranie i prasowanie i... nie czuję się gotowa na bycie matką. A przecież czekałam na to całe życie. ...