24 lipca 2020

* * *


   Czasem zastanawiam się czemu nie czuję już tej przestrzeni? Czy to kwestia zmiany życia? Wieloletniej transformacji z marzycielki w realistkę z prawdziwymi pragnieniami? Czy to kwestia tego, że odnalazłam to, czego najbardziej w życiu wyczekiwałam? Miłość, rodzina, dziecko, wizja własnego domu.
   Zostawiałam na tej stronie swoje niespełnione życzenia, opowiadałam o miłościach, które od początku skazane były na porażkę. O chwilach uniesień, których ciągle dostarczał mi Adrian. O straconych przyjaźniach. Byłam ciągle w wirze swoich uczuć - nienazwanych, nieodkrytych. A teraz, kiedy już potrafię (bardzo szybko nauczyło mnie tego macierzyństwo) powiedzieć, co naprawdę czuję, co naprawdę myślę, czego chcę, co mi się nie podoba - nie muszę już o tym pisać? Jednym zdaniem nazywam złość, miłość, szczęście i nie potrzebuję do tego całych poematów? Kocham Cię  wreszcie znaczy to, co zawsze chciałam powiedzieć. Jestem szczęśliwa oznacza stan, który czuję. Jestem spełniona - tak mogę o sobie powiedzieć.

   Zmieniłam się bardzo na przestrzeni tych 13 lat, kiedy powstawałyły rumiane-słowa.  Czasem, gdy wracam do starych słów - brakuje mi tego czasu, a jednocześnie za nic bym do niego nie wróciła. Dostrzegam teraz ile było we mnie smutku, tęsknoty i nieodwzajemnionej miłości. Ile słów musiałam z  siebie wydobyć, by odkryć, kim naprawdę jestem.
  Jestem żoną. Jestem matką. Spodziewamy się drugiego dziecka. Jestem spokojna. Czekam na nasz dom. Jest na wyciągnięcie ręki. Wiem, że musimy zakończyć prace budowlane do stycznia, by mieć gdzie zmieścić naszą powiększającą się rodzinę. To daje dużo nadziei. Bo nawet jak się nie uda, wiem, że to będzie kwestia niedługiego czasu. Jestem otwarta na nową, zupełnie mi nieznaną wiedzę związaną z wychowaniem dziecka. Kończyłam pedagogikę, kilka lat  pracowałam jako nauczyciel. Wyniosłam ze studiów wiedzę skupiającą się na systemie kar i nagród. Ważna była dla mnie rozmowa, ale jednak motywacja zewnętrzna to było najczęściej stosowane przeze mnie narzędzie. Będąc w ciąży z Gabi bałam się, że będę zbyt wymagającą matką. Wiecie - sztywne granice i moja racja.
   A ona - mała istotka - przewróciła mój świat do góry nogami. I kazała mi wrócić do czasów sprzed encyklopedycznej wiedzy. Uruchomić serce i emocje. Nauczyć się je odbierać i przekazywać. To była i jest dla mnie ogromna lekcja pokory. Zaczęłam czytać książki, których nie polecał nam żaden wykładowca, w których wiedzę wierzyłam. I co się okazało? Że ten stary system zawsze mnie uwierał. Że chcę być ponad tym. Nie cieszy mnie podporządkowana jednostka, a dziecko, które ma swój rozum i swoje zdanie. Czasem kosztuje mnie to wiele nerwów, ale co jakiś czas to moje 2,5 letnie dziecko udowadnia mi, że warto. I, co dziwne dla mnie, bycie matką nauczyło mnie na nowo bycia żoną. Stworzyłam nową wizję siebie, a może po prostu dokopałam się do tej mnie, która nie miała siły przebicia?
    Wierzę w siłę rozmowy. Zawsze wierzyłam. W krzyku, wrzasku, ucieczce, odmowie dostrzegam dziecko, które  czegoś potrzebuje. Nie rozwydrzonego 2-latka przechodzącego słynny bunt. Staram się zajrzeć ponad to wszystko i po prostu przytulić, opowiedzieć o tym, co widzę. Nie jest tak sielankowo. To droga przez mękę. Szczególnie, że i ja, i Adrian byliśmy wychowani w zupełnie innym stylu. To dla nas nowość. Spotykamy się z różnymi spojrzeniami, ze słowami, że jeszcze zobaczymy. Co wymyślamy, bo to jakaś moda. A dla mnie to powrót do korzeni. Do rodzicielstwa bliskości i bezgranicznej miłości. Do akceptowania drugiej osoby taką, jaka jest. Do dania jej szansy bycia tym, kim chce być. Kim jest. Jaka się czuje.
   Ja wiem, że to ta droga. Czuję się dobrze w swoim rodzicielstwie, nie mam na koniec dnia wyrzutów sumienia, że zrobiłam coś wbrew sobie. Czasem krzyczę i tracę cierpliwość. Ale zawsze, absolutnie zawsze, przepraszam za niepowstrzymane emocje. Zawsze też przyjmuję przeprosiny. Wybaczam i zapominam, bo to o to w tym chodzi, prawda?
   I wiecie o czym marzę? By moje dziecko, gdy będzie dorosłe, powiedziało: jestem szczęśliwa, uwielbiam swoje życie.
   To mój cel. Moje obecne pragnienie. Niezmiennie: trzymajcie za nas kciuki.