23 kwietnia 2020

Cisza.

    Siedzimy w domu. Jakiś czas temu byłam z Gabi u moich rodziców. Ponad tydzień. Dziwnie z centrum miasta znowu  wrócić na prawdziwe łono natury (bloki otoczone lasem). To dobrze mi znane miejsca. Pamiętam szelest liści, śpiew ptaków, stukanie dzięcioła, szum rzeki.
   Zaskoczyła mnie jednak Gabrysia. Wejście do lasu, poza zabudowę, sprawiał, że robiła się czujna jak zwierzyna. Przestraszona. Nasłuchująca. Trzymała mnie kurczowo za rękę, a nawet pchała się w ramiona. Ja czułam się wtedy nieswojo. Byłam zdziwiona swoją reakcją, bo jak to? Ja - wychowana w "lesie", kochająca jego ciszę i spokojnie życie. Ja, wyczekująca lata, by znaleźć się na szczytach Tatr i czerpać w milczeniu siłę z ich potęgi.
    Ale stało się. Nie wiedziałam  jak odnaleźć się na ziemi, która pamięta moje kroki z dzieciństwa. Powoli przypominałam sobie ile szacunku wymaga przyroda. Jak delikatnie opuszkami palców gładzić mech, by pokazać go małej istocie. Gdzie najlepiej zbierać szyszki, gdzie ptaki wiją gniazda.  Jak stąpać po ziemi pamiętając, że jesteśmy tylko gośćmi. Przypominam sobie nazwy ptaków i drzew. Ile trzeba zdobyć wiedzy, by nauczyć dziecko najprostszych pojęć. By umieć odpowiedzieć na pytania: dlaczego, gdzie i co to?
   Trzymam na rękach moją kruszynę i mówię kojącym głosem, że jestem, obronię ją przed wszystkim. I zastanawiam się w duchu jak wytłumaczyć 2-latce, że to dzięcioł i pająk, i jaszczurka, i kos, których się tak panicznie boi - uciekają przed nami i to my jesteśmy dla nich większym zagrożeniem? Ile czasu jeszcze minie nim sama powie szeptem "Mamo, patrz! To kos!".
   Zachwycam się prostotą świata po długich miesiącach zapomnienia. Gładzę z czułością miękki mech, twardą korę na drzewach, delikatne źdźbła trawy i mówię mojej córce, jak kiedyś mówiła mi mama - co czym jest. Pokazuję jej maleńkie mrówki, szukamy biedronek i liczymy ich kropki, zachwycamy się kolorowymi motylami. I ja, w samotności, zatapiam się w trele najlepszych śpiewaków. Gabi się boi. No cóż, liczę, że dojrzeje do tego, zrozumie, nauczy się, ile w tym lesie piękna nieodkrytego.
    Te kilka spacerów po lesie, po łąkach przypomniało mi, jak tęskniłam. Za sobą. Za miłością. Za tęsknotą. Ciszą. Przede wszystkim ciszą. Jak wiele ona znaczyła w moim życiu. I jak łato zapomniałam o niej będąc w mieście.